piątek, 7 grudnia 2012

Siadam do biurka i… - czyli o nauce języków i mojej organizacji czasu słów kilka (cz. 1)



Jakiś czas temu obiecałem, że opublikuję na łamach bloga wpis poświęcony mojemu planowi nauki języków. Chciałem podzielić się z tym już kilka dni temu, jednak ze względu na szkolne szaleństwo czas ten się nieco wydłużył. To nie będzie poradnik pt. „Jak skutecznie zacząć się uczyć”, więc po przeczytaniu wpisu opanowanie języka nie stanie się czymś dziecinnie prostym – ja sam nie posiadam wystarczającego doświadczenia, abym mógł tu opublikować zbawienny środek. Poza tym, jak sami wiecie, języki to coś, czemu musimy poświęcić sporo czasu. Dziś chciałbym jedynie przedstawić zarys mojej codzienności. Kto wie, może komuś się to jednak przyda?

Moim hasłem przewodnim, którym kieruję się w swoim krótkim jak na razie życiu jest zdanie „Jest tylko jeden sposób nauki – poprzez działanie”, czyli tytuł mojego bloga. Wielu z was wydaje się ono pewnie znajome, gdyż jego autorem jest sam Paulo Coelho i możemy je znaleźć w powieści „Alchemik”. Zwrot ten szybko do mnie przylgnął i w końcu postanowiłem według niego postępować, bo przecież uczymy się, działając, a sama nauka jest działaniem i inwestycją w przyszłość.
Każdego dnia staram się spędzać jak najwięcej czasu z językami i otaczam się nimi w każdej wolnej chwili. Los zrządził tak, że stałem się ich wielkim pasjonatem i bardzo się z tego cieszę, gdyż dzięki temu już wiem, co chcę robić w przyszłości. Każda chwila, każde nowe słówko uświadamia mnie, że jestem coraz bliżej perfekcji we władaniu angielskim, niemieckim czy choćby hiszpańskiej – perfekcji, do której mi jeszcze daleko. Dlatego tak ważny jest dla mnie czas i staram się nie tracić czasu na niepotrzebne rzeczy. Przejdźmy jednak do sedna tematu.
Przez szkołę i konieczność uczenia się rzeczy, z których i tak ponad połowa mi się nie przyda doba znacznie się skróca, przez to czasu jest mniej. Staram się więc mniej więcej rozplanować naukę tak, abym mógł poświęcić wszystkim językom choć minimalną ilość czasu. Nie ukrywam, że w chwili obecnej głównie skupiam się na angielskim. W następnej kolejności, choć muszę przyznać, że jest to różnica minimalna, stoi niemiecki. Najmniej czasu (co wcale nie oznacza, że mało!) poświęcam hiszpańskiemu. Powody są proste. Jest to język dodatkowy, można nawet powiedzieć, że pozaszkolny, więc uczę się go powoli, bo wiem, że przyjdzie jeszcze czas, aby zacząć się go intensywnie uczyć, a na razie chcę poświęcić najwięcej czasu dwóm pierwszym.
Choć wspomniałem, że staram się mieć jako tako rozplanowaną naukę, to jednak nie posiadam ścisłego planu. Wszystko się zmienia – może wypadnie mi nieplanowane spotkanie z kolegami, może po prostu będę chciał zająć się czym innym. Potem narobiłbym sobie przez to tylko niepotrzebnych zaległości. A w końcu uczę się dla siebie, więc takie nadrabianie programu jest bez sensu. Postanowiłem sporządzić ścisłą listę kilka razy, a kiedy okazało się, że do danego czasu powinienem przerobić już następny temat z książki, wziąłem się szybko do pracy. Dopiero po chwili przypomniałem sobie, że przecież nikt mnie nie goni i coś takiego, jak zaległości w indywidualnej nauce nie istnieje.
Na samym początku chciałem powiedzieć, że poza powtórkami, każdy dzień staram się poświęcić głównie jednemu językowi. Przykładowo: w poniedziałek skupiam się na angielskim, utrwalając jednak wiadomości z pozostałych języków, we wtorek uczę się niemieckiego itd. Nie mam określonych zasad mówiących mi, że hiszpańskiego mam się uczyć w środy i soboty, bo nie lubię rutyny. Zawsze rano (czy to w dni wolne, czy przed pójściem do szkoły) staram się robić chociaż krótkie powtórki – zero nowego materiału. Przypominam sobie słówka z fiszek, których dzień wcześniej się uczyłem, uruchamiam program Anki – chociaż to ostatnie czasami nie wypala, bo raz na jakiś czas zdarzy się, że o tym zapomnę lub nie będzie mi się zwyczajnie chciało.
Najczęściej dopiero po południu zabieram się za następną partię materiału. Jeżeli rano zapamiętałem mało z ostatniej lekcji – powracam do niej, aby utrwalić poznane wiadomości. Jeżeli wszystko jest w porządku – ruszam dalej. Często na początku nauki staram się wprowadzać na komputer słówka, które będą mi potrzebne danego dnia, abym później musiał je tylko utrwalić. Nieraz zdarza się również, że od razu przechodzę do wykonywania ćwiczeń – wtedy mózg pracuje na pełnych obrotach i stara się zapamiętać jak najwięcej – muszę przyznać, że ten drugi rodzaj nauki wiele razy jest skuteczniejszy od pierwszego. Z gramatyką raczej nie mam problemów, bo w tym przypadku uwielbiam rozwiązywać różnorodne zadania, które utrwalą moją wiedzę. Codziennie staram się poznać jakieś nowe zagadnienie, rzeczy trudniejsze jak np. okresy warunkowe lub czasy rozkładam na więcej dni. W międzyczasie staram się pisać z obcokrajowcami na portalach językowych (np. Busuu). Powinienem też zacząć rozmawiać przez Skype i mam nadzieję, że w końcu uda mi się to robić. Od października chciałem się zapisać do szkoły językowej z angielskiego, jednak nie czułem się jeszcze gotowy, gdyż chciałem wypaść jak najlepiej na egzaminie wstępnym. Wiem, dziwnie to moje postępowanie, ale postanowiłem, że koniecznie muszę zacząć uczęszczać na kurs od następnego roku. Wiele osób uważa, że to strata czasu i pieniędzy, ale ja mam inne zdanie o tego typu lekcjach.
Wieczorem staram się zająć się czymś innym – najczęściej jest to kolejny odcinek serialu w danym języku. Według mnie to nagroda za dzień nauki i sposób na odprężenie się oraz doskonalenie rozumienia ze słuchu. To także czas, by coś poczytać (książkę, artykuł w Internecie). Niedawno zacząłem też słuchać audiobooków.
Tak wygląda mój plan dnia. Wiem, że nie jest zbyt szczegółowy, ale, jak już mówiłem, nie mam określonego harmonogramu mówiącego mi, co mam robić o danej godzinie. Może coś przeoczyłem, więc jeżeli jesteście czegoś ciekawi – pytajcie w komentarzach! Część druga już niebawem – będę się w niej skupiał głównie na moich wypracowanych metodach.


12 komentarzy:

  1. Takie urozmaicenie nauki jest bardzo dobrym pomysłem. Różne metody, jeżeli się uzupełniają, dają dobry rezultat. Oprócz, sposobów na naukę, które podałeś na swoim blogu, mogłabym dołożyć czytanie w oryginale (książki i artykuły).

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z tobą. Używanie słówek w praktyce jest najważniejsze. Dlatego jak się uczę to najpierw powtarzam słówko milion razy w zdaniach, chociaż najprostszych, to bardzo pomaga choćbym nawet miała używać tego słówka w najbardziej banalnych zwrotach.
    Mi osobiście pomaga też przylepianie karteczek na drzwiach, szafce, nad biurkiem bo ciągle się na nie patrzę i zapamiętuje. Dobrym sposobem jest nauka sprzętu domowego poprzez naklejanie takich karteczek.

    OdpowiedzUsuń
  3. Słyszałem o metodzie naklejania karteczek na obiekty w domu i niebawem mam zamiar zastosować takie coś przy nauce hiszpańskiego - choćby z ciekawości, zobaczymy jak wyjdzie w praktyce ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stosowałam tę metodę, kiedy zaczynałam naukę niemieckiego, a właściwie, kiedy w liceum przygotowywałam się do sprawdzianu. Nieświadomie uczymy się nowych słówek, nazw przedmiotów, które nas otaczają. :)

      Usuń
    2. Dokładnie. Najlepiej otaczać się językiem wszędzie, zmieniać język interfejsu na komputerze czy portalu społecznościowym, nie tylko naklejać kartki na przedmioty codziennego użytku. Wtedy, chcąc nie chcąc, musimy zrozumieć dane słowa i wyrażenia, więc wszystko samo potem wchodzi do głowy :-)

      Usuń
  4. Chciałbyś studiowac w przyszłości filologię angielska ?_
    Ja o tym marzé ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałbym studiować filologię, ale niekoniecznie angielską - być może germańską. Marzy mi się, aby w przyszłości zostać tłumaczem, więc w takim razie ukończenie filologii jest obowiązkowe :-)

      Usuń
    2. żeby być tłumaczem nie trzeba studiować filologii z tego co mi wiadomo... wystarczy zdać egzamin, a języka możesz we własnym zakresie się uczyć

      Usuń
    3. W takim razie to jeszcze lepiej, bo niezbyt uśmiecha mi się chodzenie na zajęcia, które i tak mi się nie przydadzą w życiu. Poczytam jeszcze w internecie na ten temat ;-) Dzięki za informację!

      Usuń
  5. Uważam, że jak na ucznia drugiej gimnazjum jesteś bardzo zorganizowany :) Ode mnie masz wielki szacun. Sama jestem w Twoim wieku, a nie jestem tak zorganizowana :) Takim sposobem na pewno wiele osiągniesz i tego Ci życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielkie dzięki ;-) Rzeczywiście nie mam wielkich problemów z organizacją, chociaż czasem zdarzają mi się pewne zawirowania i bałagan w planie dnia. Nie wiem, ile osiągnę w życiu, gdyż los lubi nam płatać figle, ale mam nadzieję, że będą mi się przytrafiać same dobre rzeczy i spełnię wszystkie swoje marzenia :-)

      Usuń
  6. Podziwiam ! W sumie teraz chcę pisać bloga, żeby się bardziej motywować, bo uczę się dużo języków, a w sumie prawie w ogóle żadnego systematycznie się nie uczyłam i czuję, że jak się zorganizuję to na prawdę się ich nauczę! Także czytam innych, by się zmotywować :D Ja metod nauki żadnych nie mam, a tu otworzę książkę, tu posłucham radia, generalnie czytam, czytam, czytam, wszystkie urządzenia mam ustawione na jakiś język, jak mam do wyboru kupić książkę po polsku czy angielsku, zawsze po angielsku itd. to chyba wszystko, w sumie jakaś metoda jest :> Ahh, no i rzeczy typu wymiana, pobyt czy mieszkanie w kraju z uczonym się językiem, chyba to niestety jest niezbędne do dobrego opanowania języka, takich naturalnych składni itd. chociaż pewnie są przypadki, które z tym problemów nie mają. Ale się rozpisałam :P
    tak czy inaczej, podziwiam i fajnie, że są osoby które też odnajdują to coś w uczeniu się języków :>>>

    OdpowiedzUsuń